— Mąż dwoje dzieci
— Mąż, dwoje dzieci i tamten. Zupełnie jak w kiepskim romansie. Zapalił papierosa, obserwując siedzącą naprzeciwko kobietę. — Widzi pani — zaczął po chwili pojednawczo — każdy sam kształtuje własne życie. Chciałbym tylko, żeby pani nie zgrywała się na bohaterkę. To doprawdy nie ma sensu. Nie obiecuję bezkarności, byłoby to nonsensem. Nie wszystko jeszcze jednak stracone. Czasu mamy niewiele. Szczerość za szczerość. Po kilku latach wróci pani do swoich i zacznie życie od nowa. Boże, co on powiedział? Po kilku latach! — pomyślała przerażosa. Poczuła wyraźne drgnięcie pod sercem. Nie, nie może się poddać. — Kiedy ja naprawdę nie rozumiem pana, panie poruczniku — próbowała nieśmiało. — Jakie materiały i za ile sprzedała pani wysłannikowi wywiadu zachodnioniemieckiego, Witoldowi Zel-manowi, pseudonim „Teofil" albo „Kos"?