Dla emerytowanej
Dla emerytowanej nauczycielki, którą wezwano do asysty przy rewizji u pani Stefanii, ta wiadomość równała się informacji, że na ziemi wylądowali Marsjanie. Na dodatek było jeszcze co oglądać i potwierdzać podpisem. Samych chemikaliów do sporządzania tajnopisów miała pani Stefania kilkanaście butelek. W zakamarkach znalazły się przedmioty, którymi nagradzano agentury. Można byłoby nimi zaopatrzyć mały sklep komisowy. Przed północą powstał dylemat. Trzeba było panią Stefanię wyprowadzić niepostrzeżenie z jej własnego mieszkania. Sęk w tym, że na dole czuwał warszawski cieć. A ten był wścibski jak wszyscy diabli. — Janek i Zenek, wyprowadźcie — wydał dyspozycje Wojtek. Sam zwrócił się do zatrzymanej. — Będziemy musieli panią zabrać. W pani interesie leży, aby odbyło się to bez rozgłosu. Dozorcy proszę oznajmić, że źle się pani poczuła i jedzie pani w towarzystwie znajomych do pogotowia.