EWA
EWA Stefania zeznała: — Przypadkowo poznałam dziewczynę, która przyniosła szyfrowany meldunek. Kiedy wsuwała materiały do skrytki otworzyłam drzwĄ, bo akurat schodziłam po zakupy. Obie byłyśmy prze4 straszone. Doszłam do wniosku, że w takiej sytuacji trzeba ją uspokoić. Poprosiłam dziewczynę do mieszkania. Wypiłyśmy kawę. O przesyłce jednak nie rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że jest córką znajomej Witolda Zelmana z czasów wojny, że mieszka na Pradze, a jej siostra pracuje w GUS-ie. Nie powiedziała mi jaki wykonuje zawód... Znów wszczęto poszukiwania. Dziesiątki sprawdzeń, konfrontacje i ustalenia. Aż wreszcie... Jak zwykle elegancko ubrana, dwudziestotrzyletnia, pucołowata blondynka wyszła o siódmej trzydzieści z czynszowej kamienicy przy ulicy Brzeskiej. Spiesznym krokiem podążyła ku przystankowi na Targowej, by tam wsiąść do tramwaju zmierzającego do Śródmieścia.