Mecenasa Włodzimierza
Mecenasa Włodzimierza S. poznał w trzydziestym szóstym na terenie Warszawy. Trochę się przyjaźnili, a zażyłość pogłębiła okupacja. Nie, nie o konspirację tym razem chodziło. Mecenas zajmował się prozaicznymi zgoła czynnościami. Tu kupić, tam sprzedać, byle handel szedł. Po wojnie zamieszkał w Poznaniu. Pan Teofil byłby niekoleżeński, gdyby podczas spotkania z Rokitą nie skorzystał z okazji i nie odwiedził go w Poznaniu. Rozmowa z nim była trudniejsza. Targował się o każdy grosz, o każdą klauzulę przyszłej umowy. A ponieważ przed wojną sympatyzował z ruchem faszystowskim, nie miał oporów natury moralnej. Od tamtej rozmowy nie było teraz tygodnia, aby w poznańskiej prasie nie ogłaszał się artysta fotografik Włodzimierz S. Najbardziej potrzebująca pieniędzy jest studenteria. Do atelier na Starym Mieście przychodziły dziewczyny. Fotografik prowadził ścisłą ewidencję „na użytek sztuki oczywiście". Znalazły się tam wzmianki: „Cycki obwisłe", „Nie chce zdejmować majtek".